Co rodzi się z serca jest wieczne!
ktokogo.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga wpisów pamiątkowych - miejsce gdzie można usiąść w ciszy, napić się dobrej kawy i zjeść kawałego pysznego ciasta.
 
Kilka słów o mnie
ktokogo
36
Słówko o mnie
Znalazłam juz co szukałam - miłość, przyjaźń, moje Słońce, szczęście, moje marzenia się spełniły i spełniają dalej. Jestem tu tylko dla bloga, piszę bo lubię.
Zobacz mój profil
Dni, które już minęły, lecz zostały w mej pamięci:
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
KLIKNIJ NA
KWIATUSZEK
i SPRÓBUJ
POMÓC HANI









Myśli nie całkiem zebrane:

To co w życiu najlepsze:
to dobre słowo,
czyste serca
i marzenia, które się spełniają.

Głupota pcha się do przodu
by być widoczna,
mądrość zostaje w tyle
by widzieć.

Radość rodzi się
ze zgody na samego siebie.


Jeśli nie podejmiesz decyzji
nigdy nie dowiesz się
czy miałeś rację.

  A zegar odmierza mój czas, który ma ochotę mi  gdzieś uciec.
Zwolnić tempo, jedyne pragnienie, ale czas i tak ucieka, a życia coraz mniej.
Nie będę już go tracić na tyle nieważnych spraw.
Pragnę usiąść i odpocząć,
mieć chwilę by popatrzeć w gwiazdy,
jak rodzi się miłość,
jak długo rozwija się kwiat,
jak świeci słońce, czy pada deszcz,
patrzeć na wszystko w ciszy,
chwilę by móc poprostu żyć tak jak potrafię najlepiej.


Pamiątki

Niebieskie oczy, krągłe paciory,
kąpane w niebie w dawne wieczory,
leżą w komodzie, w starej szufladzie -
kurz na nie pada, warstwą się kładzie...

Pocałowani, słodkie pieszczoty,
pachnące jeszcze wonią tęsknoty,
z dala od ludzi, z dala od zgiełku,
na dnie szuflady więdną w pudełku. -

I nic już wię
cej, tylko dwie róże,
i jedno słowo złote i duże,
zwinięte w papier leży w ukryciu -
może się przydać jeszcze raz w życiu
.



Cebula

Co innego cebula.
Ona nie ma wnętrzności.
Jest sobą na wskroś cebula
do stopnia cebuliczności.
Cebulasta na zewnątrz, cebulowa do rdzenia,
mogłaby wejrzeć w siebie
cebula bez przerażenia.

W nas obczyzna i dzikość
ledwie skórą przykryta,
inferno w nas interny,
anatomia gwałtowna,
a w cebuli cebula,
nie pokrętne jelita.
Ona wielokroć naga,
do głebi itympodobna.

Byt niesprzeczny cebula,
udany cebula twór.
W jednej poprostu druga,
w większej mniejsza zawarta,
a w następnej kolejna,
czyli trzecia i czwarta.
Dośrodkowa fuga.
Echo złożone w chór.

Cebula, to ja rozumiem:
najanadobniejszy brzuch świata.
Sam się aureolami
na własną chwałę oplata.
W nas - tłuszcze, nerwy, żyły,
śluzy i sekretności.
I jest nam odmówiony
idiotyzm doskonalości.

Wisława Szymborska
<a>Kliknij i oddaj głos na mój blog!</a>
Aktualna liczba głosów:
 
414
<a>Teraz zastanów się czy szablon też jest wart uwagi!</a>
Aktualna liczba głosów:
 
8763
Dane do statystyki, hi:
Ile było tu osób:
 
5154
Tyle osób wpisało swoje zdanie:
 
245
Stan księgi gości:
 
6
Napisz do mnie wiadomość:
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
To co warto czytać
Powrót marnotrawnej 19 sierpień 2008
Witam wszystkich serdecznie! strasznie długo mnie tu nie było, świat na blogu zatrzymał się w święta Wielkanocne, a tu już sierpień.
Od 6 tygodni i 5 dni jestem szczęśliwą mamą malutkiej Zuzanki. Rośnie mi ta moja pociecha i pochłania całe moje życie. Czasem ledwo zipię, bo praktycznie wychowuję ją sama, tatuś maleństwa włóczy się po Europie, ale cóż takie jest życie i taki jego zawód. Ale kocham ich oboje i oby dwoje są dla mnie ważni.
To by było na tyle wiadomości. Może kiedyś uda mi się tu wpaść jeszcze, bo jak narazie to karmię, przebieram, gotuję, piorę, ledwo żyję, nie dosypiam, etc.
Buziaki dla wszystkich i moc uścisków.
Buziaki dla Migotki, ale i tak zajrzę na twoją stronę, o ile jeszcze jest.
Chciałam tylko..... 13 marzec 2008
...złożyć wszystkim życzenia z okazji nadchodzących świąt Wielkanocnych, smacznego Jajka, Mokrego Dyngusa, Bogatego Zajączka, a przede wszystkim dni spędzonych w gronie rozinnym, pogody, słońca i uśmiechu.

A ja sobie leżakuję, odpoczywam, i czekam na to moje maleństwo, i wiecie co nie mogę już się go doczekać. Termin dopiero na koniec czerwca, mam przed sobą jeszcze sporo czekania. Ostatnio czuję się już dobrze, pogoda chociaż dość zmienna, to jednak ta nie wielka ilość słonecznych dni jaka występuje rozświetla moją duszę i napawa radością.
Przesyłam wszystkim gorące pozdrowienia i buziaki.
  
Witam wszystkich 07 luty 2008
Znowu na dlugo zniknęłam, ale wiecie jak to jest. Ciąża to cudowny okres, ale przetykany czasem lękami i obawami o nienarodzony skarb. Poleżałam kilka dni w szpitalu, ale to tak tylko kontrolnie. Po powrocie oczywiście pochorowałam się. Od początku odpukać było w porządku, żadnych przeziębień, katarków, kaszelków, a tu po szpitalu 39 stopni gorączka, kaszel, no i katar oczywiście. I tak mnie to jeszcze trzyma do dzisiaj, nie poddaję się chorobie, bo przecież maluch musi być zdrowy, i walczę za pomocą ziół, cytryny i miodu.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i posyłam tysiące buziaków.
Szczęśliwego Nowego Roku 07 styczeń 2008
No więc troche spóźnione, ale szczere życzenia SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!

Spóźnione, ponieważ miałam trochę różnych zajęć, bo to zjechał tatuś maleństwa, który ma taką głupia pracę i ciągle musi krążyć po Europie, bo to trzeba było w gości pojechać, bo wypada, a to obiadki przygotować, kolacyjki, śniadanka i nacieszyć się obecnością mojego faceta. Teraz wyruszył w droge, a ja znowu sama.
Rozpoczął się już Nowy Roczek, a ja niby w błogosławionym stanie powinnam być szczęśliwa i spokojna, ale tak nie jest. Gdy tylko mam więcej szczęścia, radości, ktoś musi wtargną i zniszczyć to. Oj, maluch urodzi się nerwowy, tak jakby było mało nadpobudliwych dzieci na świecie, to jeszcze będzie mój.
Kolejny raz przychodzi mi zagryźć zęby, wytrzeć łzy w oczach i wywołać usmiech na twarzy, bo przecież postanowiłam się nie poddawać. Za kilka dni jak dobrze pójdzie wróci tatuś malucha, a mój ukochany., może wtedy odzyskam trochę spokoju duszy.
Pozdrawiam wszystkich i dziekuję za miłe słowa i wsparcie.
A Monice bardzo chciałabym podziękować za cudną kartkę i życzenia.
Buziaki
Radosnych Świąt Bożego Narodzenia 22 grudzień 2007

Na czas Świąt Bożego Narodzenia, szczęścia, zdrowia, powodzenia i niech się spełni co sobie życzycie, by Wam miodem upływało życie, każdy dzień pełen posiech i uroku zszedł tak pomyślnie w nadchodzącym roku.   
Niech ten szczególny czas Świąt Bożego Narodzenia będzie dla Was okazją do spędzenia miłych chwil w gronie najblizszych w atmosferze pelnej miłości i wzajemnej życzliwości a Nowy Rok, by stał się czasem spełnionych marzeń i nadziei.

Wpadłam tu tylko na chwilkę, by podziękować wszystkim za tyle miłych i ciepłych słów. Zaczynam czuć się lepiej, chociaż senność i inne objawy, jak np. ciągłe uczucie głodu, nudności, itp. jeszcze biorą górę. Brzuszek mi się zaokrągla, wygladam już jakbym połknęła małą piłeczkę. Byłam tydzień temu na USG i widziałam to moje cudo. Rośnie sobie, wierci się już, ma śliczną główkę, rączki, nóżki i bijące dla mnie serduszko. Jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa. Oby to moje maleństwo dalej rosło zdrowe, bezpieczne i było szczęśliwe.
Buziaki posyłam dla wszystkich, no i obietnicę, że zajrzę na wasze blogi, bo ostatnio trochę się zaniedbałam w tym.
Radosne nowiny 27 listopad 2007
Witam, te radosne nowiny są napewno, może nie dla wszystkich, ale co mi tam, grunt, że ja mam z czego się cieszyć.
Migotka od razu się domyśliła, bo to chyba nie było trudne.
To już kochani 10 tydzień mojego szczęścia, a nie pisałam tak długo bo w zasadzie cały czas odsypiam. Odpoczywam, czytam książki, dobrze i zdrowo się odżywiam, czasem oglądam ciekawe programy kulinarne, wszystkie możliwe programy o wystrojach wnętrz, itp.
Jeszcze tylko dwa tygodnie lenistwa i pora wracać do pracy. Nie żeby spieszyło mi się do kieratu, ale do pieniążków, trzeba przecież jakoś żyć i coś przyoszczędzić na gorsze dni, a przy okazji nie stracić pracy bo jakaś "życzliwa" osoba mi w tym chętnie pomoże.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, w szczególności tych co tu jeszcze zaglądają. Rozsyłam buziaki i cieplutkie uśmiechy.
Może niebawem znowu uda mi się wyrwać ze snu i tu wpaść.
Serdecznie dziekuję! 30 październik 2007
Dziekuję wszystkim za życzenia, nie ważne czy były spóźnione, czy nie. Długo mnie tu nie było i pewnie przez jakiś czas może znowu nie będzie. Troszkę mi szwankuje zdrowie i mam prikaz od lekarza ciagle leżeć. Kto mnie zna to wie, że ja nie potrafię leżeć, że ciągle mnie gdzieś nosi, tym razem jednak obiecałam solennie nauczyć się leżeć i odpoczywać.
Narazie nic nie mówię więcej, bo i tak się nie bawem dowiecie. Proszę się uzbroić w cierpliwość i wybaczyć mi tak długą nie obecność.
Pozdrawiam wszystkich i przesyłam moc gorących uścisków i życzeń spokojnego spędzenia w ciszy i zadumie dnia Wszystkich Świętych.
Dzisiaj mija mi kolejna rocznica! 06 październik 2007
Tak, dziś mija kolejny rok mojego życia, zawsze w tym dniu mam jakieś dziwne wrażenie, że kolejny rok upływa, a ja nie wszystko zdążyłam zrobić. Ile jeszcze dni, miesięcy, lat upłynie zanim stwierdzę, że jednak dokonałam wszystko co mogłam zrobić. Oj, wpadam w jakąś przepaść, i to zawsze w tym dniu, zawsze 6 października.
No dobra, nie przeginam, idę upiec jakąś szarlotkę na poprawę nastroju i humoru, a lata niech sobie lecą.
Pozdrawiam wszystkich i przesyłam moc pozdrowień dla kochanych blogowiczów.
Który to już poniedziałek w moim życiu? 01 październik 2007







Kiedyś je liczyłam, teraz tego już nie robię.
A tak naprawdę to nie chcę liczyć już dni które minęły, ale chcę, a wręcz pragnę patrzeć przed siebie. Nie wiem czy dobrze, że to robię w poniedziałkowy wieczór, ale chcę się podzielić z wami odrobiną radości.
Jestem jednak szczęśliwą kobietą, bo trafiłam na kogoś kto naprawdę mnie kocha.
Jestem szczęściarą, bo pomimo mojego czasem zbyt wybuchowego charakteru, jest ktoś kto ma do mnie cierpliwość i uczy mnie tego samego.
To chyba największe szczęscie w życiu człowieka, mieć kogoś kogo się kocha i szanuje i samemu być kochanym i szanowanym.
Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego tygodnia.
A ja teraz zmykam do łóżeczka grzecznie spać, bo jutro pora wstawania jak zwykle co ranek jest zbyt wczesna jak na takiego spiocha, jakim się ostatnio zrobiłam. Włóczykij pada na mordkę. Buziaki
Włóczykijowe przeżycia! 23 wrzesień 2007
Dzisiaj włóczykija dopadł okropny leń, a dokładniej to on już zaczął ostatnio u włóczykija pomieszkiwać. Miał się włóczykij rankiem wybrać na spacer po górach, by przejść pewną trasę i obliczyć czas przejścia, oraz poznać warunki na szlaku, ale doszedł do wniosku, że mu się nie chce, bo musi najpierw wyrzucić z siebie pewne sprawy. Zwykle wyjście w góry pomagało włóczykijowi uporządkować wszystkie problemy, pewnie tym razem to nie wystarczy. Od ostatniego rajdu włóczykij jakiś taki się zrobił ospały. Ale to pewnie stresy, nadmiar pewnych spraw i przeszłość na włóczykiju spoczywa.
Wiecie, kiedyś ktoś włóczykija bardzo skrzywdził i ta niespokojna dusza szukała wyjścia ze wszystkich problemów w ciągłej gonitwie. To za pracą, potem jak już znalazł stałą, by nie tylko ciągnąć zlecenia, to jeszcze szukała wrażeń w zleceniach, spotkaniach, zebraniach. Teraz to już z włóczykija wychodzi w postaci lęków, stresów, obaw. Nagle pojawił się Ktoś, kto rozumie moje lęki, i czasem widzę jak załamuje ręce, bo nie wie co ma zrobić jeszcze by włóczykij, czyli ja mu uwierzył i zaufał. Sami wiecie, że kiedy już w człowieka wejdzie strach, to tak szybko nie wyjdzie.
Moja duszyczka robi się płaczliwa, kłótliwa, ale tylko wtedy, kiedy brak jej poczucia pewności, oparcia na czyimś ramieniu. Mam ramię na którym mogę się oprzeć, tylko pewność jakaś zrobiła się ulotna.
Postanowiłam tu trochę wyrzucić z siebie tego żalu, po to by odzyskać odrobinę spokoju.
Moje Słońce pyta się mnie co ma jeszcze zrobić bym uwierzyła i kto  mi taką w życiu krzywdę zrobił. A ja nie wiem jak mam mu to powiedzieć. Wierzę mu i ufam, tylko gdzieś tam w głębi serca tkwi jakaś zadra. Czy całe życie będzie ona rządziła mną? Niechcę tego, wolę się cieszyć tym co mam, radować każdym dniem i odgonić wszystkie strachy. Tak się nie da, warto jednak próbować i zamierzam to zrobić. Pójdę teraz na spacer, przejdę tylko pewien odcinek trasy, może wyjście na szczyt choćby najmniejszej górki spowoduje, że wszystkie ciężkie problemy nie wytrzymają tempa mojego tam wejścia i zostaną gdzieś w dolinie, i pójdą własną ścieżką w nieznane.
Mury pewnie nie raz u mnie runą, potem powstaną zawsze nowe i mocniejsze. Tak więc bez walki nie ma zwyciestwa. A ja dzisiaj chyba już zwyciężyłam, bo buduję nowe.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, przesyłam dużo słońca i pogody ducha, sił swoich własnych też trochę oddam, choć mam ich nie wiele. Trzeba się dzielić wszystkim co się ma najlepszego, nawet jeśli mamy tego mało.
Czyj świat się zawalił? 21 wrzesień 2007
Mój świat się właśnie wali, runęły pierwsze mury, a raczej ścianki działowe i tym razem się poddaję, nie walczę, nie mam już sił. Psychika dzisiaj mi siada, nerwy puszczają, zaczynam się robić kłótliwa, smutek dopadł moje serce. Kiedy ja będę mieć normalne życie? Takie bez utarczek, walki o własne dobro. Kiedy będę mieć siłę by podołać temu wszystkiemu? Kiedy nauczę się mówić "nie"? Kiedy w końcu wszyscy z mojego otoczenia przestaną zarzucać mnie własnymi problemami, bagatelizując moje?
Znikam stąd na jakiś czas, bo nie chcę z nikim się dzielić moimi żalami, to co tu napisałam wystarczy w zupełności.
Komu ja jestem potrzebna? Kogo ja obchodzę?
Nie odpowiadać na te pytania, proszę.
Życzę wam wszyscy, którzy tu wejdziecie więcej szczęścia w życiu niż mnie spotyka.
Pozdrawiam.
Wieczorny dodatek do notki:
A jednak zmieniłam trochę swoje poglady. Świat się zaczął walić, ale jednak moje nerwy utrzymalam na postronkach. Dziękuję ci Migociu.
Mój świat dzisiaj pomalutku próbował wyciąć mi ten numer, ale jednak się nie poddałam, zawalczyłam o swoje, ktoś do mnie wyciągnął bezwiednie rękę i te bardzo chwiejne mury wytrzymały. Zaczęłam mieć jakieś wątpliwości, wahania, odegnałam je jednak precz.
Byłam dzisiaj zła na samą siebie i na pewne osoby z mojego najbliższego otoczenia, a wyżyłam się na Bogu ducha winnym moim Słoneczku. Zrobiło mu się przykro, mi też. Głupota ludzka jednak nie zna granic, moja dzisiaj to pokazała.
Kobieta zmienną jest, a ja się tego nie wypieram. Kocham mojego wspanialego faceta i nie zamierzam już nigdy więcej robić mu przykrości, bo nie zasłużył sobie na to.
A wiecie co się stało?
Poprostu zaczyna mi brakować czasu dla siebie, co chcę zrobić, to zwykle robię nie tak i nie wtedy kiedy ktoś chce. A ja chcę robić coś czasem dla siebie i tak jak ja chcę i wtedy kiedy chcę. Mam swoje plany, marzenia, i zamierzam je realizować.
Nie zniknę stąd, bo ten blog to moje drugie życie, nie potrafiła bym już bez niego żyć.
Buziaki dla wszystkich i przepraszam za moje humory.
Włóczykij został wywołany do zabawy. 20 wrzesień 2007
Pierwsza miłość? Kiedy to było,hm niech sobie włóczykij przypomnie. No tak, miała wtedy ta niecna duszyczka jakieś 6 lat, on też, razem chodzili do zerówki (takowe wtedy były klasy, zamiast 6-latków w przedszkolu), potem do szkoły podstawowej, a później do liceum.  Patryk, bo tak mu było na imie, był jak na swój wiek wysoki, czarnowłosy, o bardzo ciemnej karnacji (oj, miłość do czarnowłosych facetów pozostała włóczykijowi do dzisiaj). On ją ciągnął za włosy, dokuczał okropnie, ale nigdy nie pozwolił by ktoś inny zrobił jej krzywdę. Ona oczywiście nie pozostawała mu dłużna, bo diabelską miała i ma po dziś dzień duszyczkę. On bosko deklamował wierszyk "Abecadło", ona tylko nauczyła się pierwszej linijki, hihi. Nawet, kiedy miał już naście lat potrafił ten wiersz wyrecytować caluteńki. Miłość ta trwała bardzo długo, bo aż do szkoły średniej, no z małymi przerwami, ale trwała. Teraz po latach wspominam to z czułością.
Teraz włóczykij, czyli ja, trafił na miłość, ale tą prawdziwą i jedyną, i niech tak pozostanie. Chociaż dzisiaj moja miłość naciąga strunę, byle by jej nie przeciągnął, bo i ona i ja mamy swoje wytrzymałości określone Polskimi Normami. To na tyle moich grzechów.
Pozdrawiam wszystkich i uciekam do swoich notatek, by podkuć wiedzę, bo szykuję się na kolejną małą trasę po górach z grupką ludzisków. Buziaki dla wszystkich.
W poniedziałkowy wieczór rozmyślania włóczykija 17 wrzesień 2007
Wczoraj włóczykij wybrał sie na spacerek, a jak wrócił, to wszystko jak zostawił tak leżało sobie i czekało cierpliwie na powrót właściciela, czyli mnie. Popołudnie tak miło spędzone na łonie natury skończyło się w domku na ogarnięciu nieładu by móc dostać się do własnego łóżka. Padł włóczykij na mordkę, zmęczony, ale zrelaksowany po spacerze. Pisała wczoraj ta niespokojna dusza malutką notatkę do notatki z dnia wczorajszego, ale interia mu ją zeżarła (jakaś nie nasycona bździągwa jedna), więc dzisiaj siedzi włóczykij i rozmyśla i pisze o tym co robił wczorajszego popołudnia, a co się nie udało zamieścić.
A, włóczykij by zapomniał napisać ważną rzecz, BARDZO WAŻNĄ RZECZ:
SERDECZNE PODZIEKOWANIA MONIKUCCI ZA JEJ ANIOŁY, KTÓRE NIE BAWEM DO MNIE DOLECĄ (musze tylko dać jej cynk), BO ZAMÓWIŁAM SOBIE U NIEJ TAKICH 5 ŚLICZNYCH ANIOŁKÓW.
Wiecie, że jej Anioły spełniają marzenia? Nawet te najskrytsze, bo ona je zaczarowywuje, wkłada całą swoją duszę, serce, ciepło, radość, uśmiech, by mogły te jej Aniołki dawać innym wszystko co najlepsze. Wiecie, że każdy Anioł jest nam jakoś przypisany? Ale to już pewnie wiecie, a jeśli nie, to kiedyś się dowiecie.
No dobrze, dobrze, każdy wierzy w to co chce, ja wierzę w Anioły i basta.
Pozdrawiam wszystkich życząc miłego wtorku i znikam do łózia, bo poduszka już wzywa: "choć połóż się, przytul się do mnie, a przyśni ci się wspaniały sen".
I jak tu jej nie u
lec?
Buziaki, do poczytania.
Włóczykija ciąg dalszy wynurzeń 16 wrzesień 2007
Włóczykij wrócił do domku pełen nadzieji, że jednak odpocznie kilka dni, ale nadzieja jednak okazała się złudna, bo znowu włóczykija zagnali do pracy i to od ranka do wieczora. Teraz, jak taki boroczek siedzi sobie ta nie spokojna dusza wśród papierzysków i upycha, segreguje, liczy i już pomalutku rozkłada ręce, bo zamiast stosy makulatury maleć to one ciągle rosną. Gdzie to do tej pory się mieściły te wszystkie rzeczy? Aaaa, nie dodał włóczykij, że sam sobie przygotował zajątko, bo likwiduje stare meble i wstawił nowe, więc to co było w starych szafkach teraz musi upchnąć w nowych, a jeszcze zrobić malutkie rozliczonko za rajd. Tak więc siedzi sobie w bałaganie i chyba zaraz to wszystko rzuci w diabły i wyjdzie na malutki spacerek, szkoda pogody i wolnej niedzieli na grzebanie się w papierzyskach. O tak, to jest świetny pomysł. Może jak wróci włoczykijek ze spacerku, to wszystko już będzie na swoim miejscu? Hehe, dobre sobie, ale pomarzyć można, prawda?!
To mój pierwszy wolny weekend od miesiąca, pierwszy weekend, kiedy nie ma mojego Słoneczka. No cóż, bywają i takie dni samotności, ale wcale a wcale nie jestem smutna. Cały czas uśmiech mam na twarzy, chociaż w tym tygodniu czekają mnie badania, potem oczekiwanie na wyniki, i chwile gdy sama będę je odczytywać, bo jego nie będzie przy mnie, ponieważ znowu będzie
gdzieś w trasie. Ech życie, i tak cię kocham.
To idę na spacer, idę pomarzyć, pomyśleć i odpocząć od bałaganu, jak wrócę, to skończę to co zaczęłam.
Pozdrawiam serdecznie i gorąco, miłego popołudnia niedzielnego i nadchodzącego tygodnia.
 
Kolejny powrot włóczykija! 09 wrzesień 2007
Sezon rajdowy zakończony, włóczykij wrócił do domku, szczęśliwy, przemoczony do suchej nitki, ale nareszcie już jest we własnych pieleszach. Niestety ostateczny okres spokoju i ciszy nastąpi pewnie dopiero zimą, kiedy to włóczykij zasypany zostanie śniegiem, jak miś w swojej gawrze i nie ruszy noska z domku.
Pierwszy rajd, czyli ten z poprzedniego tygodnia trwał 4 dni, pogoda wtedy była cudowna, słoneczna. Był to zlot ludzi z całej Polski, wszyscy przewodnicy z różnych miast i miasteczek zjechali się w jedno miejsce i poznawali moje tereny.
Ten, z którego jakąś godzinkę temu wróciłam, też był 4 dniowy, ale niestety toneliśmy w deszczu. Jak jeden ze znajomych określił pogoda była stabilna, ciągle padał deszcz. Nasi bankowcy, bo to był rajd zorganizowany przez jeden z banków w Polsce dla swoich pracowników, wykazali się jednak dobrymi humorami i takie drobe niedogodności jak ulewy wcale im nie przeszkadzały w grach, zabawach i wędrowaniu po górach. Bardzo miło wspominać będę oba rajdy i mam nadzieję, że nasi "goście" również.
Teraz czeka mnie normalna praca i normalnie nie normalne wariowanie w załatwianiu różnych spraw urzędowych.
Włóczykij pada jednak już na pyszczydło i udaje się w kierunku swojego legowiska, tak więc znowu nie odwiedzi swoich przyjaciół w ich sympatycznych blogowiskach.
Ale miała jeszcze, ta nie spokojna dusza troszkę siły by tu poklikać, no i oczywiście zostawić moc pozdrowień i życzeń na następny tydzień. Składam obietnicę, że już nie długo wpadnę co u was słychać, bo zaczyna mnie dużo omijać napewno.
Buziaki dla blogowiczów i na dziś to koniec wywodów zmęczonej duszy.
Uwielbiam powroty! 03 wrzesień 2007
Strasznie długo mnie tu nie było, nie bazgrałam nic od ponad tygodnia. Chyba się jednak dam sklonować, bo czasu mi samej na wszystko brak, a tak to będę w trzech osobach i każda zrobi swoje. Wróciłam z rajdu, 5 dni poza domkiem, 5 nocek nie dospanych, padam na pyszczydło. Teraz parę dni spędzę w pracy i domku i wio na kolejny rajd, no i kolejne kilka dni poza domkiem. Tylko niech nikt nie pomyśli, że ja narzekam, wręcz przeciwnie, jednak lubię takie życie na wariackich papierach, musi się poprostu u mnie coś dziać. Tak, bardzo lubię, potem kilka tygodni przestoju i znowu wariactwo. Spotkania z moim słońcem, praca, domek, rajdy, zebrania jakiś kółek, siedzenie za kółkiem mojego Maurycego po kilka godzin, no i jak tu się nie sklonować? Doba by musiała mieć 48 godzin bym ze wszystkim zdążyła.
Ogólnie jestem szczęśliwa i to nawet rzekła bym nawet bardzo. Nie wpadnę dzisiaj, ani przez najbliższe dni do moich kochanych blogowiczów, ale mam nadzieję, że mi to wybaczą. Za to serdecznie ich wszystkich pozdrawiam i życzę udanego tygodnia. Rozsyłam buziaki i dużo pogody ducha. Jak wrócę z ostatniego rajdu to postaram się opisać dokładniej co robiłam, jak mnie nie było, hihi
Chwila w zawieszeniu! 21 sierpień 2007
Dlaczego w zawieszeniu? Bo dzisiaj miałam jakiś fatalny dzień i dopadły mnie jakieś leki i obawy. Nawet nie wiedziałam, że jedno małe słowo, chwila zwątpienia może komuś zrobić taką przykrość i wywołać większe obawy niż ja przeżywałam. Boże jaki czasem człowiek jest głupi! No nie człowiek, tylko Ja, przyznaję się bez bicia. Ale dostałam za swoje i teraz wiem, że jednak klapsior mi się należy. Oj, niech tylko wróci moje Słońce, to się w ogóle nasłucham.
Przyrzekam tu wszem i wobec, że już nigdy nie zwątpię i nie dam się zwodzić głupim podpowiedziom złych duchów.
Zresztą teraz zaczyna się u mnie kolejny gorący okres rajdów i masa pracy, wobec tego nie będe miała już czasu na takie wątpliwości, a to dobrze dla mego serca i umysłu. Wysiłek fizyczny przytłumi głupkowate pomysły umysłu, hehe.
Dodam jeszcze, że rozglądam się za domkiem z ogrodem, więc też mnie to absorbuje, bo przegladam masę ogłoszeń i dzwonię gdzie się da, o ile znajduję ciekawą ofertę. Taki mały domek, może być do remontu, ale ogród musi być duży, no i oczywiście za przyzwoitą cenę. Nie drogi, ale taki który ujmie moje serducho.
Ok, uciekam, bo juz padam ze zmęczenia. Dobrej nocki.
Miłego tygodnia dla wszystkich i do poczytania. Pa!
Wróciłam w domowe pielesze! 19 sierpień 2007
Urlop był i sobie poszedł, teraz liczę godziny do pracy, oj.
Wróciłam dzień wcześniej niż myślałam czyli w sobotę 18 sierpnia, wpadłam tu tylko na chwilkę, poczytałam sobie trochę blogów, ale sił na pisanie nie miałam.
Jestem, a jakby mnie nie było, wróciłam niby wypoczęta, szczęśliwsza, czemu mi jest więc ciągle czegoś brak? Rozstanie z moim Słońcem, na kolejnych kilka dni, może tygodni, trochę boli, ale cóż taka jego praca. Pozostał nam telefon, internet, dobre i to. Co prawda nie można się do siebie przytulić, zostają tylko rozmowy i patrzenie w monitor za którym dzieki kamerkom można zobaczyć najukochańszą osobę.
Zamykam oczy i widzę jego twarz, skupioną nad prowadzeniem samochodu przez autostrady jakie przemierzaliśmy, przypominam sobie nasze rozmowy z podróży, nasze wspólne posiłki, i czekam aż pojawi się ponownie tuż obok mnie i tak jak zawsze przytuli, spojrzy w oczy i powie......
Brakuje mi jego słów, prostych a jakże miłych i czułych.
Ok. przerywam to rozczulanie, bo się poryczę, już i tak mam świeczki w oczach, a pożegnaliśmy się właściwie dopiero co.
A gdzie byliśmy? Wędrowaliśmy z Polski przez Niemcy do Holandii, by tam nazbierać muszli, które tak uwielbiam, hihi. Przemierzyliśmy całą trasę spacerowo, nigdzie nam się nie spieszyło, to był czas dla nas,
miejsca też nie grały roli, moglismy nawet stać w szczerym polu, liczył się tylko czas spedzony razem. I to się nam udało. Teraz mamy plany na resztę życia.
A jednak jestem szczęśliwa, spokojna, wyciszona, rozmarzona.
Uciekam dalej w strefę marzeń i czekam na powrót mojego Słońca.
Pozdrawiam wszystkich, ale i tak wpadnę później na wasze blogi i poczytam i popiszę wam w komentarzach, buziaki.
Ps. dołączam jeszcze dwa zdjęcia z Rotterdamu, widok na port o zachodzie słońca i statek na jednym z kanałów.
No nareszcie urlop! 09 sierpień 2007
Tym razem wpadam tu by nakreslić kilka słów. Jutro ostatni dzień w pracy, hurra!!! Przed urlopem rzecz jasna. Czeka mnie 9 wspaniałych dni u boku kogoś kochanego i cudownego. Ostatnie dni były dla mnie ciężkie, wiele przykrości z różnych stron, ale były też i miłe chwile i te wolę pamiętać. Tak więc co było złe nie piszę o tym. Zamierzam dobrze się bawić na wyjeździe, odpocząć, odreagować i toczyć długie rozmowy z moim sercem. Wybywam z kraju, a raczej będę tu przelotem, bo tydzień wolnego spędzam na wędrówce po Europie i Polsce. Duzy to obszar jak na jeden tydzień, ale dla chcącego nic trudnego, prawda? Hehe.
Teraz tylko muszę zapakować plecak, a jest co pakować, ogarnąć moje 4-kąty i do łóżeczka spać.
Pozdrawiam wszystkich, buziaki przesyłam i życzę wspaniałego weekendu, pogodnego i spędzanego w miłym towarzystwie. No i jeszcze niech kolejny tydzień będzie dla wszystkich najcudowniejszy. Wracam tu dopiero 19 sierpnia, jak tylko wpadnę do domku postaram się opowiedzieć jak było. To do poczytania, papa!
Przepraszam! 07 sierpień 2007
Tak, przepraszam, wszystkich za brak odwiedzin na waszych stronach, ale w końcu zmęczenie daje mi w kość. Teraz zaczynam odliczać czas do urlopu, zostały mi tylko 3 dni. Może uda mi się w miłym towarzystwie w jakim będę podróżować przez 9 dni wolnego odreagować stresy, zmartwienia, zapomnieć kilka przykrych słów jakie usłyszałam dzisiaj. No cóż nawet mnie życie nie oszczędza. Nie rezygnuję jednak ze swojego szczęścia. Wczoraj zrobiło mi się przykro, bo moje Słońce powiedziało mi, że za rzadko używam zwrotu "my", zwykle jest "ja". Miał rację, tylko skąd nagle wziął się u mnie ten egoizm? Sama nie wiem. Obiecałam poprawę. Robię postępy.
Na dworze parno i jakoś burzowo, a mnie dopada senność na każdym kroku. Teraz też poszła bym spać, ale mam spotkanie za godzinkę, więc nie mogę.
Podjełam decyzję, bardzo wiążącą - rezygnuję z dodatkowych zajęć, jak np. prezesura w fundacji, w planach mam jeszcze zmianę miejsca zamieszkania i pracy. Czuję, że zamiast się rozwijać, zaczęłam się cofać, a nadmiar obowiązków zupełnie rozbieżnych od siebie zaczął mnie przytłaczać. Ktoś jednak wierzy we mnie bardziej niż ja w siebie, chyba to zmęczenie przyćmiło mi jasność umysłu i oceny własnych możliwości, a ostatnich kilka miesięcy zarówno w pracy i w życiu po za nią dokopało mi bardzo. Ciągła pogoń nie wiadomo za czym, to już nie na moje siły. Od rana do wieczora papiery, zebrania, spotkania, rozmowy, itp. Szukam oazy spokoju. Oj, przydaje się wiara kogoś bliskiego, zamierzam ją wykorzystać w pełni.
Szczęście w życiu osobistym stało się dla mnie ważniejsze.
Jak zwykle chaos tu panuje, ale dzisiaj to już ze zmęczenia. Lecę na spotkanie, potem szybki prysznic i do łóżeczka spać. Może jutro będę miała więcej siły i energii na odwiedziny, wobec tego do jutra kochani, do środy. Pozdrawiam i buziaki rozsyłam.

Zobacz serwisy INTERIA.PL